Świat Karpia - źródło informacji i rozrywki dla karpiarzy

Aktualność

2018-11-05

Moja karpiowa jesień - Krzysztof Kretkowski

Jesień to dla wielu z nas ulubiona pora roku, która jest owocna w duże karpie. Zapraszamy do lektury artykułu pt. "Moja karpiowa jesień", który przesłał nam Krzysztof Kretkowski.  

Moją ulubioną porą roku, jeśli chodzi o zasiadki karpiowe jest jesień. Coraz krótsze dni, chłodne noce i poranki sprawiają, że nad wodą zostają tylko najwytrwalsi. Jest to najlepszy okres, aby zapolować na przysłowiowego jesiennego konia, który szuka pożywienia i gromadzi zapasy tłuszczu by przetrwać zimę. Nie można zapomnieć o tym, że w okresie jesiennym najważniejsza jest lokalizacja miejsca, w którym najprawdopodobniej będą „stołować" się karpie. W tym jesiennym okresie staram się wybierać stanowisko, z którego będę miał dostęp do głębszej wody. Sondując dno najczęściej szukam spadków, pagórków i innych nierówności, trzymam się zasady - im bardziej zróżnicowane dno, tym lepiej. Kiedy łowię na dwie lub trzy wędki, wtedy każdy zestaw znajduje się w innym miejscu. Łatwiej wtedy zlokalizować ryby, a kiedy z jakiejś miejscówki doczekamy się brania, wtedy mamy jakiś punkt zaczepienia (np. smak kulki i głębokość z jakiej nastąpiło branie). Kiedy spada temperatura wody, spada też intensywność żerowania ryb. Metabolizm zwalnia i ryba nie jest już tak aktywna jak w cieplejszych miesiącach. O tej porze roku złowienie karpia jest trudniejsze, ale kiedy już doczekamy się brania to jest wielka szansa, że po drugiej stronie mamy przeciwnika wagi ciężkiej. Kiedy mamy już wytypowane miejsce, to zadajemy sobie pytanie jak zwabić karpie w miejsca gdzie znajdują się nasze zestawy. Celowo użyłem słowa zwabić zamiast karmić czy nęcić. Nie raz będąc nad wodą widziałem jak o tej porze roku niektórzy wrzucają do wody kilogramy kukurydzy, kulek i pelletów. Takie nie przemyślane działania mogą doprowadzić do tego, że zjedziemy do domu bez brania. Osobiście o tej porze roku na zestaw rzucam dosłownie około 10-15 kulek o tej samej nucie zapachowej co znajdują się na włosie i dwie garście drobnego pelletu 4-8mm, który dla wzmocnienia zapachu zalewam dipem. Moim zdaniem lepiej jest sypać mniej towaru, ale bardziej wartościowego. Ja swoją jesienną zasiadkę zaplanowałem na 19-stego października, a celem wyprawy było zmierzyć się z jesiennymi karpiami z Jeziora Miłoszewskiego. Jezioro to jest położone na północnym krańcu Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Powierzchnia jeziora wynosi ponad 35 hektarów, a maksymalna głębokość 28 metrów. W tym roku już nie raz woda ta dała mi ostro popalić i wracałem do domu bez brania. Dlatego też chciałem jak najszybciej tam wrócić i wyrównać rachunki.

W czwartek wieczorem zacząłem się pakować, aby w piątek wcześnie rano ruszyć nad wodę. Nie mogłem już się doczekać kiedy będę na miejscu, z daleka od gwaru miasta. Tylko ja i otaczająca mnie przyroda. Mogło być zimno, wiać i padać dla mnie nie było żadnych przeszkód. Miałem wielką nadzieję, że będzie mi dane zrobić sobie zdjęcie z pięknym karpiem w jesiennej scenerii. Droga na łowisko trochę mi się dłużyła, pewnie z tego powodu, że już nie mogłem się doczekać kiedy będę na miejscu. Po drodze zabrałem mojego kolegę Karola i bez większych przeszkód, po około 4 godzinach dojechałem na miejsce. Do stanowiska, które miałem wcześniej zarezerwowane musiałem przeprawić się łodzią. Cały sprzęt z samochodu przerzuciłem na łódkę i ponton i zacząłem płynąć w kierunku mojego stanowiska. Pompowanie pontonu, rozbijanie namiotu i wszystkie inne czynności przy rozbijaniu obozowiska dla niektórych to udręka - dla mnie to czysta przyjemność. Po dłuższej chwili wszystko mam opanowane, wskakuje na ponton i zaczynam sondować dno. Uwielbiam ten moment kiedy płynę pontonem, w nogach wiaderko z kulkami i pelletem, a w powietrzu unosi się zapach smakołyków, które zaraz wylądują w wytypowanych miejscówkach. Po ponad godzinie pływania znalazłem trzy miejsca, w które powędrują moje zestawy. Postawiłem markery po czym wróciłem na brzeg, aby powiązać zestawy, które później wywiozłem na głębokość 8, 9 i 11 metrów. Na wszystkich wędkach znajdowała się kulka 20 mm Club Mix podbita 14 mm ananasem. Natomiast do przyponów użyłem plecionki w otulinie Solar Easy Strip Coated Hooklink oraz haków Strong Hold 101 o rozmiarze 2.
Zestawy były już w wodzie, a ja nareszcie mogłem usiąść i wpatrywać się w lustro wody. Przez cały czas słyszałem pojedyncze spławy, które niestety były daleko od moich markerów. Tuż po godzinie 20 siedząc w namiocie usłyszałem znowu potężny spław, ale ten już był bliżej mnie, a dokładniej w zatoczce z mojej lewej strony na głębokości około 3,5-4 m. W tym samym miejscu w ciągu godziny były jeszcze dwa spławy. Powiedziałem sobie, jeszcze jeden spław w tamtym miejscu to biorę kija i kładę tam zestaw. Na kolejny spław nie musiałem czekać zbyt długo. Bez zastanowienia, ściągnąłem wędkę z głębokości 11 metrów i zestaw ten położyłem w miejscu wcześniejszych spławów. W momencie kiedy wracałem na brzeg, na stanowisko obok przyjechał kolega Dawid. Po krótkiej rozmowie i wypiciu kubka gorącej herbaty poszedłem spać, mając nadzieje na branie. Przed godziną 4 rano budzi mnie centralka. Wybiegam z namiotu, a wędkę w rękach trzyma już Karol. Szybko zakładam wodery, biorę wędkę, wskakujemy na ponton i razem z Karolem płyniemy stoczyć pierwszą walkę na tej zasiadce. Byłem bardzo zadowolony, ponieważ branie nastąpiło z wędki, którą wcześniej przewiozłem, w miejsce, gdzie słyszałem spławy. Po nie długiej walce na pontonie karp wylądował w podbieraku. Nie był to okaz, po którego tam przyjechałem, ale byłem bardzo szczęśliwy, bo to mój pierwszy z Miłoszewa. Po krótkiej sesji zdjęciowej ryba wraca z powrotem do wody.
Godzina mija za godziną, a sygnalizatory milczały. Po pierwszej dobie postanowiłem, że popływam sobie i znajdę jakąś jeszcze ciekawsza miejscówkę. Po dwóch godzinach pływania znalazłem miejsce tzw. bankówkę. Patrzę na echosondę, a tam stromy spad z 3 do 6 metrów, który przechodzi w placyk. Bez zastanowienia postawiłem marker i wywiozłem tam zestaw. Aby zwabić w to miejsce karpie użyłem małej siatki pva z 6 mm pelletem i pokruszonymi kulkami oraz około 15 kulek. Pogoda przez cały czas była bardzo zmienna, deszcz, wiatr, słońce i tak na przemian. Słońce zaszło, a na wodzie pojawiła się tafla. Postanowiłem, że pójdę na stanowisko obok w odwiedziny do Dawida. Kiedy wchodzę na pomost na jego stanowisku usłyszałem gwałtowny odjazd, po czym szybko podbiegłem do swoich wędek. Trzymak kija w rękach i czuję dosyć duży opór. Zakładam wodery, biorę podbierak i wchodzę do wody. Próbuję zatrzymać rybę, ale ona wybiera kolejne metry z kołowrotka. Po paru minutach ryba słabnie i pozwala mi się podebrać. Podnoszę podbierak z rybą i czuję, że jest ciężka. Cieszyłem się jak dziecko, które dostało lizaka. Mając rybę na macie przybiegł do mnie Dawid. Ważymy rybę, a waga pokazuje 17.900 kg. Byłem bardzo zadowolony i miałem przeczucie, że to nie jest ostatnia ryba tej zasiadki. Szybko wziąłem wędkę, garstkę kulek i popłynąłem w miejsce z którego było branie. Nie minęła godzina, a sygnalizator znowu wył jak szalony. Podniosłem wędkę do góry, po czym próbowałem ubrać wodery. Niestety, dałem rybie za dużo luzu i się spięła. Nie czekając długo, związałem siatkę pva, wziąłem kilka kulek i popłynąłem wywieść zestaw. Godzina była coś około 2 w nocy, kiedy ja byłem sam na pontonie i akurat w tym momencie rozładowała mi się latarka. Dosyć tego, że było bardzo ciemno to jeszcze woda mocno parowała co przeszkadzało mi aby precyzyjnie położyć zestaw. Po naprawdę dłuższej chwili udało się wywieść wędkę i wróciłem na brzeg po czym poszedłem się położyć do namiotu. Sen mi przerwał dźwięk sygnalizatora. Potężny odjazd, wybiegam z namiotu a tam szpula kołowrotka kręci się jak szalona. Nie mogłem popełnić tego samego błędu co ostatnio. Ryba cały czas odjeżdża, a ja z stoickim spokojem ubieram wodery. Nagle nastała cisza, ryba zaparkowała w trzcinach. Już chciałem wskakiwać na ponton, kiedy zdrowy rozsądek podpowiadał mi żebym tego nie robił. Bez latarki, w nocy i jeszcze ta mgła nie chciałem ryzykować. Postanowiłem, że przytrzymam trochę rybę. Nie minęło kilka sekund, a ryba wyszła na otwartą wodę. Wziąłem podbierak i małymi krokami przesuwałem się do przodu. Ryba była już zmęczona i bez problemu znalazła się w podbieraku. Kiedy ją podniosłem to wiedziałem, że to jest ta ryba po którą tutaj przyjechałem. Szybko zadzwoniłem po Dawida i zważyliśmy rybę. Okrzyk radości jest 20+, a dokładnie 20.500 kg. Do końca zasiadki było już spokojnie. Pozostało nam tylko się spakować i wracać do domu.


Podsumowują ten wyjazd, w ciągu dwóch dób miałem cztery brania z czego trzy ryby znalazły się na macie. Wszystkie ryby zostały złowione na kulki Club Mix podbite ananasem z stajni Solara.
Na sam koniec, chciałbym jeszcze raz podziękować Dawidowi za mega fotki !

Do zobaczenia nad wodą !
Krzysztof Kretkowski- Solar Carp Army 

Galeria

Polecane aktualności