Świat Karpia - źródło informacji i rozrywki dla karpiarzy

Blog

Ocena
Data dodania
2016-01-22
Autor
karpiarz01

Podsumowanie sezonu 2015

Za oknem śnieg i mróz, więc przyszedł czas na podsumowanie roku 2015. Dopiero we wspomnianym sezonie zacząłem wraz z bratem Pawłem dostrzegać piękno połowów karpia, a także wiedzę, która jest nieodzownym elementem do osiągnięcia sukcesu. Przez styczeń,luty i marzec ciężko usiedzieć w domu, więc zaczęliśmy zaopatrywać się w nowe przynęty i sprzęt.
Pierwszy kilku godzinny wypad na karpia przypadł na początek kwietnia. Ja i mój brat wybraliśmy się na mały zbiornik w Parczewie. Pogoda sprzyjała, w powietrzu czuć było nadchodzącą wiosnę. Z tego co pamiętam woda miała wtedy około 8-9 stopni. Niestety, tego dnia karpie z nami nie współpracowały. Udało nam się tylko złapać kilka wcześniej wpuszczonych kroczków.

Następny wypad na karpie odbył się z małym poślizgiem, gdyż dopiero 24 kwietnia ,w piątek na wcześniej wspomnianym zbiorniku o powierzchni 7 ha. Gdy przyjechaliśmy nad wodę strasznie wiało, ale świeciło słońce. Zaplanowaliśmy zasiadkę od godziny 6 do 14. Od rana nic nie brało, dopiero około godziny 13 ,gdy postanowiłem zmienić przynętę od razu po rzucie nastąpiło branie. Nawet nie zdążyłem założyć sygnalizatora, gdyż żyłka zaczęła się naprężać i nie wiedziałem o co chodzi. Gdy wziąłem wędkę do ręki poczułem opór i walczącą rybę na haczyku. Każdy obecny wokół nas wędkarz dziwił się, że tak szybko nastąpiło branie. Po 4 minutowym holu udało mi się wyciągnąć karpia o wadze 2,5 kg. Był to jeden z pierwszych okazów tego sezonu. Po krótkiej sesji zdjęciowej karp wrócił do swojego raju.
Kolejnego dnia w sobotę 25 kwietnia wybraliśmy się na ten sam zbiornik. Po godzinnym wędkowaniu udało mi się złapać karpia o wadze 1,7 kg. Był to jedyny karp tego dnia. Takim akcentem, sezon zapowiadał się na udany.

W maju powróciliśmy nad tą samą wodę na której otwieraliśmy sezon. Maj można zaliczyć do miesięcy w których karpie nie obdarowywały nas swoim widokiem. Było to również spowodowane obowiązkami związanymi ze studiami i szkołą. Cały czas w głowach rodziły się nowe pomysły i wyjazdy nad wodę, tak aby dorwać się do upragnionego karpia. W tym czasie oglądaliśmy wiele filmów karpiowych dzięki czemu pojawiały się nowe koncepcje. Można powiedzieć , że przekształciło się to z hobby w obsesję na którą nie ma lekarstwa ;) Nie mogliśmy się doczekać kolejnego wyjazdu na karpie.

Pod koniec maja udało mi się wystartować wraz z bratem w zawodach spławikowych o mistrzostwo koła PZW Parczew-Miasto. Zawody były dla nas udane, gdyż ja zająłem 1 miejsce w swojej kategorii , a Paweł 3 miejsce w kategorii juniorów.

W końcu w czerwcu, gdy udało się pogodzić obowiązki z przyjemnością, udaliśmy się na oddalone od rodzinnego miasta o 25 km specjalne łowisko Jedlanka na terenie Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Na terenie gospodarstwa znajduje się łowisko specjalne dla wędkarzy, gdzie można złowić lub kupić świeżą rybę. Rozmawialiśmy tam z gospodarzem i mówił ,że jego produkcja karpia opiera się tylko i wyłącznie na naturalnych paszach tj.pszenica,kukurydza,jęczmień. Po rozmowie z gospodarzem łowiska udaliśmy się na wybrane przez nas stanowisko. Pogoda tego dnia nie rozpieszczała, padał deszcz i chwilami mocno wiało,ale około południa w końcu się rozpogodziło. Rozpakowaliśmy się bez pośpiechu, wędki starannie ustawiliśmy i zaczęliśmy połów. Był to bardzo zwariowany dzień. Złapaliśmy 18 karpi w przedziale 1.5 kg do 3,5 kg. Brały jak oszalałe. Były i takie momenty ,że karpie bezpośrednio po odjeździe zrywały żyłkę. Prawdopodobnie były to karpie jeszcze poza naszym zasięgiem. Tego dnia do domu wróciliśmy bardzo zadowoleni.

Gdy nastąpiły wakacje było już wiele czasu na poświęcenie się karpiarstwu. Były to wyjazdy różnorakie ,gdyż jeździliśmy w dzień jak i w nocy. Bardziej opłacalne było wybieranie się na nocki, ponieważ w dzień był straszny upał i żar lał się z nieba. Karpie wygrzewały się w słońcu, nic nie mogło je skusić do zejścia na dno i żerowania.

W poszukiwaniu ogromnych karpi wybraliśmy się na łowisko Wzory w miejscowości Nasutów. Łowisko składa się z dwóch stawów o łącznej powierzchni 10 ha. Z opowiadań karpiarzy jak i zapewnień gospodarza wody pływają tam karpie 20+. Na zasiadkę wybraliśmy się o godzinie 3 w nocy. Gdy dotarliśmy na łowisko dokonaliśmy wyboru odpowiedniego stanowiska do wędkowania. Rozłożyliśmy nasz sprzęt i zaczęliśmy przygodę na łowisku Wzory.
Trafiliśmy nad wodę w najbardziej upalny dzień roku. Karpie nie chciały się pojawiać z wyjątkiem paru pięknych spławów na wodzie. Próbowaliśmy łowić na wszystko, ale to był błąd. Niestety nie udało nam się złapać wymarzonej dwudziestki.Oczywiście nie brakowało również miłych chwil i dobrego odpoczynku,więc brat dorwał się do grilla.

Kolejnym ważnym etapem w naszej przygodzie z karpiarstwem było wybranie się na nocne zasiadki nad wodę PZW w Jabłoniu. Gdy pojawiliśmy się na rozpoznanie wody okazało się ,że połowa zbiornika wyschła gdyż tego lata doskwierała susza. Na głębokości, gdzie woda nie przekraczała pół metra, były widoczne korzenie, ponieważ kiedyś był tam las. Na szczęście udało nam się wybrać taką część wody, gdzie można było jeszcze łapać. Na małym obszarze zebrały się chyba wszystkie ryby, co nam, wędkarzom ułatwiało złapanie rybki.
Następnego dnia udaliśmy się już z całym sprzętem na całą noc do Jabłonia. Ja próbowałem swoich sił w łowieniu na jednej wędce suma, a drugiej karpia. Niestety, moje umiejętności nie pozwoliły na wyholowanie tak potężnej ryby jak sum. Prawdopodobnie około 22, gdy robiło się już ciemno, nastąpiło branie na wędce ,gdzie miałem założoną wątróbkę. Sum wyciągał żyłkę jak oszalały, a ja nic nie mogłem z tym zrobić. Po jakimś czasie straciłem rybę. Paweł zaś zastawił się na karpia. Jemu udało się tej nocy wyholować 6 karpi o wadze około 1,5-2 kg.

Jesień nie rozpieszczała nas jeśli chodzi o ilość udanych zasiadek.
W listopadzie wybrałem się na dobrze znany mi zbiornik Relax w Parczewie. Tego dnia był już przymrozek a trawa była już pokryta szronem. Było strasznie zimno, myślałem ,że nic z tego nie będzie. Ale wiadomo próbować zawsze trzeba i tym razem to się opłaciło. Zasiadka zakończyła się złapaniem karpia o wadze 2,7 kg. Karp skusił się na pellet halibut 10 mm.

Sezon zakończyłem wraz z bratem nad jeziorem Bialskim, gdzie maksymalna głębokość wynosi 18,2m. Jezioro ma kształt owalny o powierzchni 31,7 ha. Bialskie uchodzi za trudny zbiornik, ponieważ występuje tam liczna roślinność. Mimo tego chcieliśmy spróbować swoich sił na tego typu wodzie. Niestety, na nic zdały się nasze metody w tego typu wodzie, gdyż nie udało nam się na koniec sezonu złapać karpia. Oczywiście powrócimy tutaj z nowymi pomysłami w następnym roku.

Ostatnim wartym uwagi wydarzeniem w sezonie było odwiedzenie targów wędkarskich Rybomania w Lublinie. Na targach oczywiście zaopatrzyliśmy się w odpowiednie przynęty i akcesoria na następny sezon.

Tak mogę opisać wybrane wyjazdy w minionym roku, gdyż opisanie wszystkiego jest niemożliwe ;)
Wraz z bratem złapaliśmy około 60 karpi i dużo dużo leszczy, których nie opisywałem, oczywiście wszystkie zostały wypuszczone zgodnie z regułą Catch&Release. Jesteśmy zwolennikami tej reguły, gdyż uważamy, że ta metoda w przyszłości pozwoli nam na złapanie karpi o większej masie. Złapanie takiego karpia ponownie będzie dla nas ogromną satysfakcją. Rok 2015 był dla nas pozytywny. Nabraliśmy nowych doświadczeń i złapaliśmy piękne ryby.

Blogi tego użytkownika