Świat Karpia - źródło informacji i rozrywki dla karpiarzy

Blog

Ocena
Data dodania
2016-05-10
Autor
redakcja

Samotny pełnołuski

Długa zima, to coś co chyba nas wszystkich zaskoczyło. Wydawało się, że wiosna w ogóle nie chce do nas zawitać. Nawet teraz, kiedy piszę, a mamy koniec kwietnia i zbliża się majówka, temperatury nas nie rozpieszczają. Poranne przymrozki, w dzień temperatura w okolicach 15 stopni. Dlatego też pierwsze wyprawy zaplanowałem już w zeszłym roku w cieplejsze rejony Europy nad wodę, która zauroczyła mnie swoim pięknem, bogactwem w rybostan i nieraz już zaskoczyła.

Jest to  żwirownia, na której precyzyjne położenie zestawu ma kluczowe znaczenie. Ryby maja tam swoje ścieżki i nic nie jest w stanie skłonić ich do tego, by zmieniły plan swojej drogi. Miejsce, w którym łowiłem nie jest zbyt chętnie odwiedzane przez karpiarzy. Bo będąc już kilka razy nad ta woda, nikogo tam jeszcze nie widziałem. Tym razem miałem okazję przekonać się na własnej skórze, dlaczego tak jest. Optymistyczne podejście i chęci znalezienia jakiegoś sposobu na odszukanie miejsca żerowania ryb zmusiły mnie do biczowania wody markerem. Raz za razem, raz bliżej, raz dalej. Godziny mijały, niektórzy już łowili, a ja próbowałem cos znaleźć. Od miejscowych udało mi się dowiedzieć, że trzeba uważać na duże kamienie pozostawione po maszynach wydobywających żwir. Nie było to trudne, bo pierwsze kilka rzutów markerem kończyły chyba właśnie tam. Żadnych wypłyceń, żadnych spadków nie udało się znaleźć, nawet powyżej 130 metra. Na 110 metrze ciężarek markera gładziej przesuwał się po dnie, o nic nie zaczepiał, było w miarę czysto. Miejsce szerokości jakichś 7 metrów. Głębokość  to ponad 8 m. Zresztą, jak wszędzie w tym miejscu, w zasięgu blanku. Cóż, jak to mówię: próba, nie strzelba. Wszystko wskazywało na to, że chyba jest to najodpowiedniejsze miejsce na położenie zestawu. Przygotowane i odmierzone zestawy powędrowały do wody. I zaczęła się zabawa ze spodem w dłoni. Tak spędziłem pierwszy dzień na Zajarkach.

W pierwszy dzień wiatr sprzyjał, Spomb raz za razem uderzał o wodę w miejscu położenia moich zestawów. Wszystko tak jak być powinno. Po długich wieczornych rozmowach z sąsiadami przyszedł czas na odpoczynek. Dzień, a potem noc bez pika..

6 rano bez ostrzeżenia ostry wyjazd na prawa wędkę.Jedziemy!!!!!!!!!!  Szybki wyskok ze śpiwora, szukanie butów, troszkę śmiechu przy tym było, ale w końcu łapię za wędkę delikatnie podnoszę i czuje… Jest!! Ryba na kiju, cały czas wybiera żyłkę bez przerwy,  i nie wyczuwa oporu. Niech idzie – myślę – w końcu się zatrzyma. Tak się stało, po wybraniu sporej ilości żyłki, w końcu ryba się obróciła i powoli zaczęła zbliżać się do brzegu. Hol nie trwał długo, co było moim zaskoczeniem, bo już niejednokrotnie przekonałem się o waleczności tamtejszych ryb. Przyszedł do brzegu bez większych oporów prawie bez walki. Może wiedział, że i tak wolność będzie mu zwrócona. Kilka delikatnych młynków przy podbieraku, delikatne odejście przy pierwszej próbie podebrania i w końcu jest!!! Mamy go. Piękny złoty pełnołuski. Szybkie ważenie, sesja zdjęciowa i ryba odpływa z powrotem w głębiny jeziora.

Okazało się ze była to pierwsza i ostatnia ryba tej wyprawy. Byłem szczęśliwy móc zrobić sobie z nią zdjęcie. Pamiątka na zdjęciu pozostanie na bardzo długo, jak i wspomnienia związane z tą rybą. No cóż, może następnym razem. Być może jakiś błąd z mojej strony, warunki pogodowe, które cały czas były zmienne, wiatr który nie był sprzyjający, a może zachęta, żeby tam wrócić i znowu spróbować swoich sił. Wynagrodziła mi to inna piękna woda, którą będziecie mogli zobaczyć na filmie w lipcowym wydaniu gazety Świat Karpia.

Ryba skusiła się na kulkę Banana Supreme Roda  Hutchinsona. Na tym wyjeździe miałem możliwość przetestowania świetnej żyłki, która każdemu z czystym sumieniem polecam!  Jest to Gardner Sure Cast. Używałem rozmiaru 0,25 w kolorze żółtym.  Jak dla mnie, świetna żyłka o wspaniałych parametrach rzutowych. Nie jest zbytnio rozciągliwa, z zewnątrz bardzo śliska, dlatego praktycznie bez oporu schodzi ze szpuli, gładko sunie po przelotkach i pozwala naprawdę daleko posłać zestaw.  Według mnie, produkt naprawdę godny polecenia, także polecam spróbować.

Blogi tego użytkownika