Świat Karpia - źródło informacji i rozrywki dla karpiarzy

Blog

Ocena
Data dodania
2016-11-17
Autor
redaktor_m

Wiosenny Start - Mateusz Stachurski

Była zima, bodajże styczeń, a my z Karolem nie mogliśmy doczekać się już pierwszych zasiadek w nowym roku. Planowaliśmy pozwiedzać trochę karpiowych wód oraz wystartować wspólnie w zawodach. Idealnie się złożyło, że w kwietniu nasza firma organizowała zawody na Uroczysku Karpiowym. Jako że Karol był już tam na urodzinach firmy DUXON i bardzo sobie zachwalał, to postanowiliśmy spróbować swoich sił. Byłem nowy w teamie, więc była to dla mnie idealna okazja do poznania reszty ekipy!

Nadeszła wiosna, sezon rozpoczął się na dobre. Pierwsze "miśki" dość szybko zawitały na naszych matach, lecz w głowie cały czas mieliśmy zawody. Na szczęście czas szybko mijał i nadszedł dzień pakowania. Podjechałem do Karola, który na szczęście załatwił przyczepkę i udało nam się na spokojnie spakować. W międzyczasie parowaliśmy ziarna, które były naszym główną zanętą. Postanowiliśmy skupić się na pszenicy i konopi w sporych ilościach. Mieliśmy przygotowane cztery wiadra mieszanki po 20 litrów. Niby wiosna, ale wiedzieliśmy o sporej populacji ryb na Uroczysku. Chcieliśmy być gotowi na wszystko, ale czy na pewno byliśmy?

Droga poszła nam dość sprawnie pomimo tego, że była to moja pierwsza jazda autem z przyczepką. Wjeżdżając na łowisko, poczuliśmy od razu klimat zawodów! Wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni. Czas do rozpoczęcia zawodów uprzyjemniły rozmowy ze znajomymi. Ogólnie panowała świetna atmosfera. Przywitanie przez szefa, pyszne jedzonko, kilka konkursów i ruszamy z tematem! Czas losowania. Umówiliśmy się, że to ja wylosuję kolejność losowania, a stanowiskiem zajmie się Karol. Na szczęście na niego zawsze można liczyć! Wylosował, jak się później okazało, szczęśliwą 17. Wiedzieliśmy, że jest to miejsce, które pozwoli nam liczyć się w stawce. Po przyjeździe na stanowisko byliśmy mile zaskoczeni ilością miejsca na obóz oraz ogromu wody do obłowienia.

Rozpakowanie poszło nam gładko, teraz czas przygotować wyżerkę dla ryb. Nasza mieszanka składała się z ziaren pszenicy i konopi oraz dużej ilości kulek. Postawiliśmy na mix kulek (Fruit Frenzy, Megaspice, Mulberry Florentine i Secret Agent), do tego trochę pelletu halibutowego. W niecierpliwości czekaliśmy na znak, że możemy już wypływać. Wybiła godzina zero, szybki skok na ponton i płyniemy! Echosonda okazała się zbyteczna, mieliśmy raczej równą powierzchnię. Wybraliśmy miejsca jak najbardziej oddalone od naszego stanowiska, aby łowić z dala od zgiełku i innych uczestników zawodów. Mieliśmy w planie zatrzymać rybę, która wraz z promieniami słonecznymi ruszyłaby w stronę zatoki. Na pierwsze nęcenie poszło jedno całe wiadro ziaren, do tego 5kg kul i 3kg pelletu. Postanowiliśmy swoje zestawy wywozić modelem, aby nie robić zbytniego zamieszania obok markerów. Po krótkiej chwili udało nam się wywieźć wszystkie zestawy i rozkoszować się spokojem. Na szczęście nasz spokój nie trwał długo i od pierwszych godzin zawodów mieliśmy pełne ręce roboty. Nie skłamię, jak powiem, że rzadko w wodzie były wszystkie cztery kije. Ryby weszły jak oszalałe i pierwszego wieczora uplasowaliśmy się już na 2 pozycji. Pomyśleliśmy - nie jest źle jednak mamy wiele do poprawy. Zaliczyliśmy tego dnia sporo spinek, chcąc doholować ryby do brzegu z bliska 250m. Z pomocą przyszli nam znajomi, którzy szybko wybili nam ten pomysł z głowy. Zmieniliśmy również przypony, zastosowaliśmy haki Gardnera Wide Gape Talon Tip w rozmiarze 2. Przypony bez większych wariacji, standardowy blow back rig z rurką termo jako pozycjoner.

Dzień drugi zawodów to mordercza walka z karpiami! Cały dzień brań, spinki zredukowane do zera. Byliśmy bardzo szczęśliwi, przegoniliśmy wszystkich i udało nam się wspiąć na pierwszy plac. Teraz tylko pozostało nam powiększać swoją przewagę. Rybom ewidentnie zasmakowała nasza zanęta i przynęty, bo bardzo chętnie wracały po więcej. Holowaliśmy rybę za rybą, a brania czasem były jednocześnie na dwóch kijach. Istna masakra, a zarazem zasiadka marzeń i to jeszcze podczas zawodów. Dla nas bajka! Dawaliśmy z siebie wszystko, współpracowaliśmy cały czas i dawaliśmy z siebie 200%. Przez kolejne dni zawodów sytuacja się nie zmieniała, jednak powiększaliśmy swoją przewagę nad zespołem z drugiego miejsca.

W końcu trzeciego dnia, po dwóch nieprzespanych nocach, dopadło nas straszne zmęczenie. Nie potrafiliśmy już funkcjonować normalnie, nawet kawa nie pomagała jak wcześniej. Potrzebowaliśmy chwili odpoczynku, postanowiliśmy zapełnić nasze i pożyczone worki karpiowe (pozdrawiam sąsiadów!) i udać, się spać. Około godziny 23 mieliśmy już 8 karpi, więc postanowiliśmy wyjąć zestawy z wody i przespać się do rana. Mieliśmy dość znaczną przewagę, więc wydawało się to rozsądnym pomysłem. Poranne ważenie miało nas utwierdzić w tym, czy słusznie daliśmy sobie trochę na wstrzymanie... Ufff na szczęście jeszcze nas nie przegonili. Wracamy do gry! Chyba się za nami stęskniły, bo od razu zaczęły się meldować na naszych wędkach. Cały dzień sukcesywnie podnosiliśmy swój wynik.

Ostatnia noc zawodów, do tej pory byliśmy zadowoleni z wykonanej pracy. Wiedzieliśmy też, że nie możemy odpuścić, bo rano możemy obudzić się jako przegrani w tej potyczce. Co chwilę słyszałem sygnalizatory ekipy, która łowiła w zatoce i plasowała się na drugim miejscu. Nie dawało mi to spać, jednak my również nie próżnowaliśmy. Zapełniliśmy worki i grzecznie poszliśmy spać, bo rano czekała nas dłuższa podróż do domu.

Poranne ważenie i już wiemy, udało się nam! To, czego się nie spodziewaliśmy. Udało nam się wygrać te zawody! Kończymy rywalizację z pięknym wynikiem lekko ponad 574 kg! Zasiadka życia, byliśmy strasznie wykończeni ciągłą walką. Cały nasz wysiłek jednak nie poszedł na marne, mamy to! Zakończenie zawodów, wręczenie pucharów, nagród. Ehh, aż miło to powspominać. Było super i na pewno to nie były nasze ostatnie zawody!

Przekrój przynęt, których użyliśmy na tych zawodach, był ogromny, połowiliśmy zarówno na pływaki, tonące, ziarna jak i pellet. Śmiało mogę polecić nasze smakołyki na Uroczysko, pisząc tę relację, jestem już po kolejnych zawodach na tej wodzie. Powiem szczerze - ROD HUTCHINSON ma moc, ale następnym razem będzie potrzebny team runner, bo nie wiem, czy dam radę!

Z tego miejsca bardzo chciałbym podziękować Karolowi za ogrom pracy, jaką włożył na tych zawodach, szacunek dla Ciebie przyjacielu! Mnie podczas tej fali zwiałoby razem z pontonem, ale Ty byłeś nieugięty! Ogólnie dzięki za całokształt, bo świetnie się dogadywaliśmy, przeżyliśmy świetną zasiadkę, zawody i zakończyliśmy je w pięknym stylu! Wiem, że jeszcze nie raz pokażemy, na co nas stać. Bo tego duetu nikt nie zatrzyma!

Pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą!
Mateusz Stachurski - Rod Hutchinson Team Polska

Blogi tego użytkownika